Fragment 2

 Wstęp


Były słowa i one nadały sens istnieniu; były myśli, które dały czas. Byli ludzie, którzy odeszli, a wraz z nimi pamięć. 

O pamięci, daj oddechu. Powróć dla tych, którzy niespokojnie błądzą po Lasach Cierpiących. Niech odejdą spokojnie ku Artenegowi i niech on pokłoni się im za całe dobro, które rozesłali. 


Rozdział 1 Odrodzenie 


Ląd rozpościera się w każdym kierunku i bywa nieprzewidywalny. Poprzez puszcze, pustynie, równiny docieramy do miejsca, w którym styka się z wodą i dalej na horyzoncie widać kolejną fałdkę świata, a na niej znów piach, trawa, ziemia. 

Te ziemie, znane i mniej znane noszą swoje nazwy - bliższe i dalsze. Niektóre są zrozumiałe, inne nie. W krainie, która niegdyś była moim domem, mgły co rano unoszą się lekko nad zielonymi równinami, zimy są łagodne, a na nocnym niebie widać miliony gwiazd. Ludzie mieszkający w osadach i miastach nazywają ją Caelumią, czyli pałacem chmur. Zieleń przetkana rzeką Asulą graniczy z morzem, górami i pasem nieprzebytej dotąd, starej pustyni. Zza wielkiej wody jeszcze nikt nie powrócił, a dalej na zachód, za pasmem górskim żyją ludy dzikie i wrogie, a ich kraj nazywany jest Dalekimi Puszczami. 

Historia ziem caelumskich ciągnie się i czasem zawija tworząc wspominane długo wydarzenia; postacie, które słyną we wszystkich miastach i wsiach. Potem jednak dalej sunie nicią, której nikt nie przerwie. I choć badacze dumają nad grubymi jej pękami, przypatrują się wielkim bitwą, nikt nie pochyla się nad zwyczajnymi, słonecznymi dniami, kiedy to nie zdarza się nic, a to w takie dni rozpoczyna się zwykle splątanie nici. 


Dwójka dzieci biegła w kierunku lasu, który powoli wyłaniał im się zza horyzontu. Ich stopy uderzały o twardo ubitą ziemię ścieżki między polami zbóż. Radosne śmiechy niosły się wraz z wiatrem, który łagodnie poruszał kłosami. Słońce już chyliło się ku zachodowi; jego ciepłe, pomarańczowe, letnie światło przyjemnie ogrzewało twarze. 

Dziewczynka ledwie doganiała chłopca. Mocno trzymała suknię, jej dwa jasne warkoczyki podskakiwały na plecach wraz z rytmem kroków, chłopiec uciekał przed nią, twarz miał lekko zaróżowioną, jednak roześmianą, nos ubrudzony od sadzy.

Prosta droga ze wsi do lasu była ich ulubionym miejscem do zabaw, korzystali z tego, że używali jej tylko nieliczni rolnicy. Pozostali dorośli, aby dostać się do miasta woleli wybierać okrężną, wybrukowaną drogę omijającą zarośla. 

Dziewczyna - Ela - cieszyła się, że wraz z przyjacielem nie mieszkają w mieście, tylko w jego okolicy. Tam dzieci nie mogą wybiegać do lasu, a ich zabawy na brukowanych ulicach i przy ciągłym zgiełku zapewne są nudne, chociaż najpewniej jest ich tam więcej. W maleńkiej osadzie, którą zamieszkiwała wraz z rodziną mieszkała tylko czwórka dzieci. 

Zwykle nierozłączna gromadka udawała się wszędzie razem, dziś jednak tylko ona i Tom wyruszyli na podbój lasu. 

Byli już prawie przy linii drzew, gdy Ela zatrzymała się zdyszana.

-Tom! - sapnęła.- Zaczekaj. 

Chłopiec przebiegł jeszcze kilka kroków zwalniając, odwrócił się i spojrzał na nią. 

- Nigdy nie możesz nadążyć, a ja zawsze muszę czekać.- mruknął w odpowiedzi i podszedł do niej. 

Dziewczynka wyprostowała się, zmarszczyła brwi i odwróciła wzrok.

-To przez suknię.

Słysząc jej wymówkę Tom przewrócił tylko oczyma, chwycił ją za rękaw i pociągnął lekko.  

-Chodź. - mruknął krótko. - Chcę ci coś pokazać. 

Ela wyprostowała się i powędrowała za nim pomiędzy drzewa. 

Ich ścieżka spośród zalanych słońcem pól wchodziła w knieję, gdzie przez gęste gałęzie i grube, wielkie liście światło ledwo przedostawało się i tworzyło wilgotną, zieloną poświatę. Wydeptana dróżka była szeroka, ale dzieci szły jeden za drugim, wymijając paprocie które kładły się dywanem przed nimi. 

Odkąd tylko pamiętali, dorośli wpajali im do głów surowy zakaz wchodzenia do lasu. Twierdzili, że im głębiej ktoś zapuści się w zarośla, tym mniejsze szanse, że kiedykolwiek wróci. Podobno gdzieś w sercu tego listowia mieszkały różne, straszne stworzenia, które od wieków nie opuściły tego miejsca i zgłodniałe czekają na błąkających się tu ludzi.

Zdziczali ludzie nie znający cywilizacji, graniczące z wyginięciem centaury i potomkowie smoków - wywerny.

Jednak Ela i Tom dotąd nikogo nie spotkali oprócz królików, saren i ptaków, które na dźwięk ich głosów podrywały się i odlatywały chmarami w niebo. Znali to miejsce, aż po same mury miasta, wiedzieli jakie zakątki są najprzyjemniejsze i na które drzewa najłatwiej się wspiąć. Nazywali obszary po swojemu - Zagajnik Much, Kwadrat Dziur czy Świszczący Skraj - po to by po rodzinnych obiadach szybciej nawzajem się odnajdywać. 

- Gdzie tak właściwie idziemy? - zapytała po kilku chwilach cichego marszu. 

- Znalazłem nowe miejsce.

- O, jakie?

- Jaskinię.

Ela zmarszczyła brwi, ale dalej hardo szła za przyjacielem. 

- A są tam nietoperze?- spytała.

- Nie wiem - wzruszył ramionami Tom.- Nie widziałem ich tam. 

Dziewczyna na samą myśl o ciemnej, zimnej jaskini poczuła dreszcze na plecach. Nie była pewna, co może się kryć w takich zakamarkach oraz czy legendy starszych nie były prawdziwe. 

Szli pomiędzy drzewami i krzewami, ich dróżka nie skręcała, a oni nie chodzili na żadną z bocznych, wydeptanych ścieżek. W końcu doszli do rozwidlenia. Tom na moment zatrzymał się zaczekał na Elę. W prawo można było dojść pod sam mur, a przy nim wydeptaną ścieżką do bram miasta, jednak oni skręcili w lewo, a później gdzieś pomiędzy paprocie i jeżyny, słabo widocznym szlakiem. 

Dziewczyna nabierała coraz większych wątpliwości co do owej jaskini. W jej myślach pojawiały się dziwne obrazy przerażających potworów z ciemnych korytarzy, zdeformowanych form, truchła zbłądzonych saren. Chociaż wiedziała, że tak naprawdę straszy samą siebie, podeszła bliżej chłopca.

- Tom, wracajmy.- powiedziała.

- Przestań. Boisz się.- prychnął i zatrzymał się. Odwrócił się do niej przodem i skrzyżował ręce na piersi. 

- Nie! - odparła tamta i zacisnęła pięści.

- Jasne. Jesteś dziewczyną, wy wszystkiego się boicie. 

Ela na te słowa poczuła, że nie może tak po prostu się wycofać. Spojrzała na przyjaciela spode łba, wyprostowała się i ruszyła parę kroków na przód. Tom uśmiechnął się promiennie i zwycięsko ruszył przed siebie dziarskim krokiem, nie patrząc pod nogi na wystające korzenie. Obserwując go oburzona miała nadzieję, że za chwilę potknie się o któryś z nich. 

Tak w ciszy dotarli wreszcie do celu. 

Pomiędzy drzewami widać było wzniesie, jakich wiele w tej okolicy, jednak uważny obserwator dostrzegał u jego podnóży otwór, wejście w głąb.

Tom był już prawie wewnątrz, gdy Ela stanęła jak wryta a nogi wrosły jej w ziemię.

- Tom.- pisnęła, a chłopak odwrócił się.

- Co znowu? - zapytał ze złością.

- To nie jest jaskinia… to kurhan! 

Mając szczęście dorastać w tradycyjnej rodzinie, Ela słyszała wiele razy o leśnych grobowcach, w których chowani byli niegdyś władcy miast. Były to groby pod ziemią, na których poddani usypywali góry ziemi, pod nimi zaś rozpościerały się korytarze z kryptami. 

Tom uniósł brwi, spojrzał w górę na szczyt wzniesienia i znowu zerknął na dziewczynę.

- Zaczynasz mnie denerwować.- powiedział. - Jeśli nie chcesz ze mną iść to wracaj, ja idę. 

Po tych słowach ruszył w głąb korytarza.

Ela chwilę została w miejscu. Nie wiedziała co robić, czy ruszyć do domu i zostawić tam Toma samego, czy zostać. Jeśli chciał tak bardzo jej to pokazać, to pewnie był już w środku sam i nie ma tam nic groźnego, co by mu zagrażało, mogłaby więc teraz wrócić po prostu do wioski… Jednak co jeśli to coś dopiero teraz się obudziło? 

Dziewczyna odgarnęła włosy z twarzy i wzięła głęboki oddech, po czym zawróciła do kurhanu. Słysząc echo jej kroków rozchodzące się po tunelu, Tom zatrzymał się i zaczekał, aż go dogoni.

- Skąd masz pochodnię?- zapytała.

- Zostawiłem tu ją wczoraj.- odparł, wyszczerzył do niej zęby i ruszył dalej.- To miejsce jest naprawdę świetne! Tyle tu ciekawych zakamarków… Już wymyśliłem dla niego nazwę.

Ela rozglądała się dookoła zdenerwowana, odmruknęła coś tylko na szybko.

- Jaskinia! - powiedział, na co dziewczyna przewróciła tylko oczami. 

- Co chciałeś mi dokładniej pokazać?

- Już, to zaraz za zakrętem. 

Szli przed siebie jeszcze chwilę, potem Tom skręcił wraz z korytarzem, a wtedy znaleźli się w małym, okrągłym pomieszczeniu. Dziewczyna stanęła blisko przyjaciela, potarła ręką swoje ramiona z chłodu, a on podniósł wyżej pochodnię, która rzuciła światło na ściany. Ela otwarła lekko usta i wychyliła głowę do przodu mrużąc oczy. 

Na ścianie z kamienia nabazgrane były rysunki, postacie ludzi, przekreślone zdania, jakieś symbole. Wszystkie wydrapane lub naznaczone jakimiś ciemnymi barwnikami, których pochodzenia nie mogła rozpoznać. Przerażona cofnęła się o krok, odwróciła i zobaczyła, że za nią też widnieją dziwne, pogmatwane bazgroły.

-Tom… To jest przerażające… 

Chłopak nie zdążył odpowiedzieć, z korytarza po drugiej stronie pomieszczenia zaczęły dobiegać dźwięki kroków. 

Oddech dziewczyny przyspieszył, szybko przylgnęła do chłopca, zacisnęła mocno dłonie na jego przedramieniu. Serce zabiło w oczekiwaniu. Kroki zdawały się być coraz głośniejsze, ktoś zbliżał się do nich. 

- Co wy tu robicie? - usłyszała nagle i uświadomiła sobie, że mocno zaciska oczy. 

Otworzyła je i zobaczyła w korytarzu wysokiego mężczyznę w arystorackim stroju. Miał zmarszczone, gęste i ciemne brwi, brązowe oczy i podłużną twarz o szlachetnych rysach, mocno zarysowanych kościach policzkowych i spiczastej szczęce. Jego długie, szare włosy spływały warkoczem na plecy, które odziane były w granatowy frak ze srebrnymi haftami przy guzikach i ramionach. 

-My… My tylko oglądaliśmy. - powiedział Tom. 

To pewnie potomek jakiegoś władcy pomyślała Wścieka się, bo naruszyliśmy grób jego dziadków

Mężczyzna wyszedł z cienia tunelu, stał zgarbiony pod sklepieniem sali, wpatrywał się w nich surowym wzrokiem. 

- Nie powinniście tu przychodzić. To grobowiec, nie miejsce do zabaw.- powiedział cicho, prawie sycząc. 

- Przepraszamy .- wyszeptała dziewczyna schylając głowę i mocno przyciskając ręce do siebie. 

Mężczyzna przez chwilę wpatrywał się w nich z poważna miną, świdrując wzrokiem szczególnie Toma.

- Wyprowadzę was stąd. - warknął krótko i odwrócił się na pięcie. - Za mną. 

Dwójka dzieci bezmyślnie ruszyła za nim równym i szybkim krokiem. 

Choć starali się nadążyć za mężczyzną, jego długie nogi stawiały trzy razy większe  kroki niż ich, przez co cały czas zostawali w tyle. Co chwila podbiegali bliżej niego, żeby nie zostawać za daleko w wąskich, ciemnych korytarzach. Chociaż tylko Tom trzymał pochodnię, mężczyzna nie przejmował się ciemnościami, brnął w nie szybko, energicznie i pewnie, jakby znał drogę na pamięć. Dopiero wtedy Elę olśniło, aby wyjść z tych tuneli, musieliby ruszyć w druga stronę. Szybko chwyciła ramię przyjaciela, ścisnęłą je tak, że aż syknął.

- On nie prowadzi nas do wyjścia.- szepnęła mu prosto do ucha i odsunęła się, by spojrzeć na jego minę. 

Chłopiec natomiast tylko marszczył brwi i wyrwał ramię z jej uścisku.

- Przestań.- warknął i przyspieszył. 

Ela dogoniła go z trudem i dalej szła w duszy drżąc.

Wyszli w końcu z ciasnego przejścia do jeszcze większej sali. Tam na ścianach nie było obrazków, ale tuż przy ścianie biegła rynna pełna śmierdzącej cieczy. Mężczyzna zatrzymał się i odwrócił do nich przodem, gdy dzieci stanęły na środku pomieszczenia.

Dookoła nich rozchodziły się symetrycznie półokrągłe korytarze, w których światło nikło szybko, a dalej rozpościerała się głęboka, przerażająca czerń. Ich przewodnik spojrzał w górę, a oni powiedli spojrzenie za nim. Sala miała co najmniej cztery metry wysokości, znajdowali się zapewne w samym środku kurhanu. Wyżej, ponad ich głowami, nad wejściami w ścianie sali wydrążone były komory w kształcie elips. Nad nimi wyryte litery układały się w jakieś skomplikowane, długie słowa, których znaczenia nawet Ela, córka Starszyzny wioski, nie znała.

- W tym miejscu spoczywają ostatni znani potomkowie Czerwonego Rodu. - rzekł, a Tom i Ela spojrzeli na niego.- Czyż to nie jest godny pochówek? 

Nie odpowiedzieli, Ela podeszła bliżej Toma. 

- Wiem, że nie ma to dla was znaczenia. Dla mnie ma ogromne, podobnie jak to miejsce, najbezpieczniejsze, ludzie nawet nie wiedzą jakie szczęście mają, że w ich okolicy stoi taki właśnie kurhan… Chroniący ich przed złymi widmami.

Jego wzrok powędrował po ścianach do ich twarzy.

- Tylko cieleśni mogą opuścić te mury. Żadne widmo czy też zjawa nie ma prawa wyjść stąd niezależnie, jakie ma zamiary. Jakiekolwiek z nich by tu trafiło, żadne nigdy stąd nie wyjdzie. 

W jego zadumie można było dosłyszeć coś na kształt rozpoczy, rozterki. Przyglądał się im, w oczach widać było smutek. 

Nagle szybko wyciągnął przed siebie wyprostowaną rękę, mocno napiął palce dłoni i wskazał na Toma.

- Podejdź.- rzekł krótko. 

Ela z przerażeniem patrzyła, jak chłopiec odrywa się od niej i idzie wolnym, rytmicznym krokiem do nieznajomego, a gdy spojrzała na twarz tajemniczego widziała, jak diametralnie się zmieniła. Pochylił głowę i patrzył na jej przyjaciela z oczami ginącymi w mroku, w których błyskała złowroga skra. 

Kiedy chłopiec był już blisko, odwrócił się twarzą do dziewczynki i stanął. Zobaczyła, jak bardzo się boi, jak patrzy na nią z łzami w oczach.

- To godny pochówek.- mruknął nieznajomy kładąc Tomowi rękę na ramieniu.- Uwierz mi. 

Po chwili druga ręka mężczyzny szybko powędrowała do pochodni chłopca chwycił ją tuż nad jego głową i cisnął w kierunku przejścia. 

Ogień trafił w ciecz okalająca pomieszczenie, a ta zapłonęła, oddzielając im drogę ucieczki. Eli serce zabiło mocniej, odwróciła się do mężczyzny gdy ten wyciągał z wewnętrznej kieszeniu fraku nóż, jego ostrze odbijało skaczące płomienie.

Zamarła, spojrzała w oczy przyjacielowi, który uparcie się  w nią wpatrywał, ale nie mógł się wyrwać z żelaznego uścisku mężczyzny. 

Dziewczyna zaczęła się powoli cofać, gdy ostrze było coraz bliżej Toma. Nie mogła już patrzeć, czuła powoli ciepło na plecach, zatrzymała się więc odwróciła głowę i zamknęła oczy, zasłaniając je rękoma. 

Tom zadrżał, zamknął oczy i opuścił głowę. Mężczyźnie nad nim przyspieszył oddech, gdy uniósł nóż, a później jednym, gładkim ruchem opuścił go i pociągnął, słysząc mokry dźwięk wylewającej się krwi. Ciało w jego rękach zwiotczało, upuścił nóż, prawą dłonią chwycił chłopca za kark, lewą przyłożył do pulsującej rany na szyi. Czuł na skórze lepką, ciepłą ciecz, która wibrowała pod dłonią. Gdyby nie jego silny uścisk, ciało chłopca upadłoby na ziemię. Ela czuła łzy cieknące po policzkach, brała głębokie oddech, jednak bała się wydć z siebie choćby najmniejszy dźwięk. Drżała, gardło ściskało jej się, gdy zerknęła w kierunku mężczyzny, mocno zacisnęła zęby. 

Nieznajomy trzymał Toma, podczas gdy jego kończyny były luźne, gładko opadały bez żadnej woli. Pochylał się nad nim z zamkniętymi oczyma, jego usta poruszały się jakby coś szeptał, aż w końcu spojrzał na nią. Znowu wyprostował rękę i wyciągnął ją ku niej, ale gdy zobaczyła jasną krew, która spływała po jego palcach gwałtownie odwróciła się i stając twarzą w twarz z ogniem poczuła nagły przypływ odwagi. Już słyszała za sobą, jak nieznajomy nabiera powietrza, by coś powiedzieć, jednak ona zamknęła oczy i skoczyła w ogień. 


***


Mężczyzna czuł każdą nierówność ściany, gdy sunął ręką po skale. Miał zamknięte oczy, uśmiechał się delikatnie, by cały czas czuć swoją twarz. Tak, to musiała być prawda.

Żył.

Kiedy wyszedł na zewnątrz kurhanu stanął prosto, nabrał głębokiego oddechu i otworzył oczy. Rozejrzał się spojrzał w górę, na korony drzew, światło dzienne delikatnie ogrzewało jego policzki i oślepiało go, pochylił więc głowę. Zerknął na swoje dłonie, zacisnął je w pięści i rozprostował potem jeszcze raz i kolejny. To pomagało mu myśleć, układać w swojej głowie wszystko po kolei. Światło, dźwięki, zapachy. Jeszcze przed chwilą był tylko zbiorem emocji, teraz bym naczyniem tkanek, odczuć i krwi tego chłopca. Czuł świeżość, która wypełniała jego żyły i pozwalała, by znów był dawnym sobą. Kiedy w końcu pozwolił sobie dotrzeć do własnej osobowości wyprostował się, spoważniał, by jego imię wybrzmiało w głębi jego myśli. 

- Nazywam się Pierwszy. - powiedział cicho, a jego głos we własnych uszach zawibrował przyjemnym, niskim pomrukiem. - Powstałem.


Komentarze